menu kontakt pomoc logowanie rejestracja koszyk
menu wydawnictwo o firmie informacje media o nas katalog książek partnerzy wydaj u nas







Zapraszamy do lektury wywiadu z Leszkiem Adamczewskim, autorem książki "Pierwszy błysk. Tajemnica hitlerowskiej broni jądrowej"

Wywiad ukazał się w dwutygodniku "Twój Tydzień Wielkopolski", Numer 22/192 z 18.11.2009r.

www.twoj-tydzien.prv.pl



Czy HITLER miał bombę atomową? Rozmowa z LESZKIEM ADAMCZEWSKIM, autorem książki „Pierwszy błysk. Tajemnica hitlerowskiej broni jądrowej” Rozmawiał TOMASZ MAŃKOWSKI  

- Czy Adolf Hitler miał broń atomową?
    - Tego, niestety, także ja nie wiem na pewno i w mojej najnowszej książce nie ma jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Na jej łamach przedstawiam wszystkie mi znane fakty i hipotezy na ten temat. Niektóre z nich są potwierdzeniem, że wódz III Rzeszy dysponował taką bronią, inne temu zaprzeczają.
    - Czyli…, nie stawiasz kropki nad „i”?
    - Rzeczywiście, są przesłanki wskazujące na to, że pod koniec II wojny światowej Niemcy mogli wyprodukować jakieś prymitywne ładunki jądrowe. Podkreślam, „jądrowe”, a nie „atomowe”, bo na pewno nie była to bomba atomowa na wzór tej, którą Amerykanie zrzucili na Hiroszimę i Nagasaki w Japonii. To mogły być ładunki jądrowe porównywalne z tak zwanymi granatami atomowymi, które pojawiły się w latach pięćdziesiątych XX wieku. Istnieją na ten temat relacje świadków, lecz ich wiarygodność jest dyskusyjna.
    - To są głównie Niemcy?
    - Przede wszystkim. Świadkowie ci wskazują, że w połowie października 1944 roku doszło do jednej lub dwóch dziwnych eksplozji na bałtyckiej wyspie Rugia. Kolejne, lepiej udokumentowane, to są relacje świadków dotyczące tajemniczych eksplozji w Turyngii w marcu 1945 roku. O tych eksplozjach które ponoć były w Turyngii pisał w swoim tajnym raporcie agent wojskowego wywiadu radzieckiego, który to raport podobno dotarł na biurko samego Stalina. Stalin się tym specjalnie nie zainteresował…    
    - Zlekceważył tę informację? Nieprawdopodobne…
    - Powiem – bardzo możliwe. Stalin wówczas nie był już zainteresowany prymitywną bronią jądrową i znakomicie wiedział, że w tym samym czasie szpiedzy radzieccy wykradają informacje o amerykańskiej bombie atomowej z Los Alamos, gdzie produkowano tę broń. Raport o wybuchach w Turyngii najpierw trafił do Igora Kurczatowa z prośbą o opinię, a potem zapewne do tajnego archiwum i dopiero po wielu, wielu latach został ujawniony. Co ciekawe, niemieckim łowcom tajemnic udało się dotrzeć do informacji, że radzieckie brygady trofiejne, które postępowały za frontem i szukały skarbów, technologii oraz dzieł sztuki odnalazły film, który zatytułowano „Film o starcie rakiety V-2 i wybuchu bomby atomowej”. Film ten zdeponowano w osobistym archiwum Stalina i nigdy nie pokazano go oficjalnie. Można domniemywać, że  na filmie tym zarejestrowano start rakiety V-2, ale nie zwyczajnej V-2, którą można obejrzeć na setkach zdjęć archiwalnych, a nawet filmach. Była to najprawdopodobniej V-2 uzbrojona w prymitywną głowicę jądrową. Gdyby pozwolono fachowcom obejrzeć ten film, można by coś więcej powiedzieć o tym ładunku. Niestety, nie wiadomo dzisiaj, co się z tym filmem stało. Może ktoś wydał rozkaz jego zniszczenia, a może klisza rozpadła się ze starości...
    - No to Niemcy mięli tę broń, czy nie?
    - Nie wiem na sto procent. Jedno wszakże jest dla mnie pewne – jeśli nie, to byli bardzo, bardzo blisko jej skonstruowania. Niektórzy historycy twierdzą jednak, że było zupełnie odwrotnie. Jestem mimo to przekonany, że Niemców od posiadania broni jądrowej dzieliły tygodnie, nie lata.
    - Od jak dawna zajmujesz się tym epizodem II wojny światowej?

    - Badam tajemnice II wojny światowej od wielu, wielu lat. Kiedyś zainteresowałem się wielkimi podziemnymi budowlami, które pod koniec wojny powstawały w Górach Sowich i zetknąłem się z hipotezą, że była to podziemna fabryka hitlerowskiej broni atomowej. Zacząłem to wyjaśniać i okazało się, że budowano tam Kwaterę Główną Hitlera, a nie zakłady zbrojeniowe. Ale pytania pozostały: Co z tą bronią? Gdzie? Kto? Trzeba było spróbować znaleźć na nie odpowiedzi. W najnowszej książce w obszernym rozdziale „Fakty i mity” wymieniam także te miejsca w Polsce, które jak głosi historyczna plotka są związane z hitlerowską bronią jądrową. Jest więc i „polski ślad” w tej sprawie.
    - O jakich miejscach mówimy?
    - Obok Gór Sowich jest Zamek Książ, są okolice Świeradowa Zdroju, czy Nowogrodu Bobrzańskiego. Niektórzy wskazują także na Poznań…
    - Powiedz o tym, coś więcej.
    - Pojawiają się informacje dotyczące roli w tej sprawie Collegium Chemicum dzisiejszego Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza, a podczas wojny Reichsuniversitat Posen. Tam jeden z profesorów Herbert Mayer miał się zajmować jakimś ułamkiem zagadnień, które mogły doprowadzić do wyprodukowania niemieckiej bomby jądrowej. Czy tak było na pewno, trudno stwierdzić. Zachowane sprawozdania uniwersyteckie rzeczywiście potwierdzają, że prowadził on jakieś badania atomistyczne, ale czy to jest potwierdzenie tej hipotezy nie sposób udowodnić.
    - A jakie jest twoje zdanie na ten temat?
    - Nie wydaje mi się, by w wymienionych przeze mnie miejscach prowadzono takie badania. Śladu związanego z Collegium Chemicum nie sposób jednak wykluczyć. Oprócz tego jest w Polsce jedno miejsce, w którym pozostawiono wyraźne ślady prowadzenia przez hitlerowców prac związanych z bronią jądrowa, ale nie powiem dzisiaj nic więcej na ten temat. Miejsce to leży w okolicach Szczecina, w Puszczy Goleniowskiej.
    - Polacy uczestniczyli w eksperymentach związanych z wyprodukowaniem hitlerowskiej broni jądrowej?
    - Raczej nie. Kiedyś przeglądając dokumenty natrafiłem na polsko brzmiące nazwisko… Nad tą bronią pracowali przede wszystkim wybitni naukowcy niemieccy: Werner Heisenberg, Otto Hahn, Kurt Diebner, Paul Harteck, Carl Friedrich von Weizsacker, brat późniejszego prezydenta Niemiec. Oprócz tych panów w projekt ten zaangażowano kilkaset osób. Byli wśród nich noszący polsko brzmiące nazwiska. Ale to nic nie znaczy. Z takimi nazwiskami znamy też hitlerowskich zbrodniarzy wojennych. To było ściśle tajne przedsięwzięcie, do realizacji którego nie dopuszczano nawet zagranicznych robotników przymusowych. To była jedna z najtajniejszych spraw III Rzeszy.
    - Z jednej strony się mówi, że Hitler zlekceważył broń jądrową i dzięki temu Niemcy jej nie mieli na czas. Z drugiej jednak strony pod koniec wojny dygnitarze III Rzeszy z uporem powtarzali, że już niebawem pojawi się cudowna broń, która zmieni bieg historii i zmiecie z powierzchni ziemi niemieckich wrogów. Czy mówiono wówczas o broni jądrowej?
    - Święta prawda. Hitler długo uważał fizykę atomową za „żydowskie sztuczki” i nie popierał tego projektu. Oznacza to, że naukowcy nie mieli na szczęście zielonego światła, nieograniczonych funduszy, itp. Chyba jednak Hitler zmienił zdanie pod koniec wojny, a świadczą o tym różne relacje oficerów z rozmaitych jednostek. Podczas spotkań , Hitlera z oficerami sztabowymi, które pod koniec wojny odbywały się zresztą coraz rzadziej o tym mówiono. 3 marca 1944 roku, Hitler pojechał na linię frontu w okolice Frankfurtu nad Odrą i Kostrzyna  - mówił wówczas o nowej broni, choć nigdy nie użył terminu „broń atomowa”. Mówił jednak o broni o przerażającej sile rażenia… Innym ciekawym faktem jest rozmowa Adolfa Hitlera z lutego 1945 roku, która odbyła się w Kancelarii Rzeszy. Lekarz Erwin Giesing kiedyś udzielał Hitlerowi pierwszej pomocy po nieudanym zamachu w Wilczym Szańcu i dobrze znał swojego wodza. W lutym 1945 roku obaj panowie spotkali się na korytarzu w Kancelarii Rzeszy i wtedy Hitler bardzo chaotycznie opowiadał mu o nowej broni, używając nawet słowa „atom”. Erwina Giesinga Amerykanie przesłuchiwali jeszcze przed ujawnieniem informacji o amerykańskiej bombie atomowej, kiedy wypłynęło wiele szczegółów technicznych. Wcześniej, a więc nie mógł on ich znać, a mówił o rozmowie z Hitlerem na temat rozszczepienia atomu. Sporo wiec wskazuje na to, że Niemcy byli pod koniec wojny blisko sukcesu, a Hitler miał nadzieje na zdobycie nowej broni, która „zmiecie” wrogów z powierzchni ziemi.
    - To miała być ta cudowna broń, wunderwaffe?
    - Propaganda hitlerowska w 1945 roku próbowała podnosić morale ginącego narodu. Wtedy za cudowna broń uznawano wszystko co nowe: V-1, czyli tak zwane latające bomby, V-2. Mówiono też zapewne wtedy o broni jądrowej.
    - Co by się stało, gdyby Adolf Hitler w 1945 roku dysponował bronią atomową?
    - Więcej ludzi by zginęło, zniszczono by całkowicie kilka kolejnych europejskich miast. Ale nic poza tym. Klęska III Rzeszy była ostateczna i przesądzona. Mogłaby wojna potrwać kilka tygodni dłużej, ale wtedy Amerykanie mogliby zrzucić swoje bomby atomowe nie w Japonii, tylko w Europie. Dobrze, ze do tego nie doszło.
    - 5 listopada 2009 roku ukazała się twoja dziesiąta książka o tajemnicach II wojny światowej, tym razem poświecona hitlerowskiej broni jądrowej. O czy będzie następna?
    - Chce wrócić do skarbów, które zaginęły w czasach II wojny Światowej, do Bursztynowej Komnaty i innych. Ciągle docierają do nas nowe informacje, ujawniane są nowe fakty. Niekiedy zmieniają one moje dotychczasowe ustalenia o 180 stopni. Nieustannie, każdego dnia dowiadujemy się czegoś nowego…


    

    




powrót powrót
          
menu strona glówna o firmie informacje media o nas katalog ksiazek kontakt bestsellery nowosci zapowiedzi autorzy czytelnia partnerzy promocje
Replika na Facebooku menu ksiegarnia bestsellery
Hemoroidy_Napoleona_replika_mini.jpg
menu nowosci
Rejs_wykletych_replika_mini.jpg
menu zapowiedzi
samowar_mini.jpg
menu autorzy czytelnia